RSS
niedziela, 28 marca 2010
ENH i Off Plus Camera
O Erze Nowe Horyzonty krótko, bo do lipca jeszcze kawał czasu. Główne hasła tegorocznego festiwalu to: Turcja, Wojciech Jerzy Has i Jean-Luc Godard. Ważna zmiana - bilety od tego roku trzeba będzie rezerwować przez internet. Organizatorzy chcą uniknąć gigantycznych kolejek przez kasami i kinami, które znamy z poprzednich lat.
Do tego festiwalu będę wracać jeszcze nie raz, a teraz więcej o imprezie, która rozpocznie się już za moment, czyli Off Plus Camera. Zacznę od tego, że Off Camera już taka Off nie jest i cały czas zastanawiam się, czy i jak bardzo mi to przeszkadza. Z jednej strony nie lubię, gdy pod szyld "off" wkłada się rzeczy, które z niezależnością twórczą, finasową czy jakąkolwiek inną niewiele mają wspólnego. Z drugiej strony, rozszerzony program Off Camery ma kilka bardzo interesujących punktów. Trochę przypomina mi to problem z festiwalem Sundance (z którego zresztą Off Camera sprowadza filmy). Bardzo się cieszę, że do Krakowa przyjadą Jane Campion i Todd Solondz - a denerwuje mnie, że przyjadą też Colin Farrell i Alicja Bachleda-Curuś. Nie chcę na razie oceniać "Ondine", bo może to i dobry film. Zachęca i nazwisko Neila Jordana i muzyka Sigur Ros, ale bardzo mi przykro - to dzieło i ci aktorzy do Off Camery jakoś nie bardzo mi pasują. Nie oznacza to jednak, że, chociaż na parę dni, w Krakowie się nie pojawię. Początek 16 kwietnia, koniec - 25.
22:31, patrycja_wanat
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 25 marca 2010
Elektra
Brawa i bukiet kwiatów dla Ewy Podleś i Jeanne-Michèle Charbonnet. Rózga, a przynajmniej karcący wzrok, należy się Willy'emu Deckerowi. Niecierpliwie czekałam na wizję jednego z najbardziej znanych reżyserów operowych - a ta wizja okazała się nijaka. Jakaś taka nieprzemyślana, niedopracowana, przesadzona. Biedni śpiewacy miotali się po scenie, biegali od ściany do ściany, wykonywali jakieś absurdalne ruchy, które miały wyrażać tragizm, a wywoływały tylko delikatny uśmiech na twarzach (przynajmniej mojej i siedzących obok mnie widzów). Za każdym razem, gdy artyści chcieli przedstawić bezradność i rozpacz swoich postaci: opierali się o ścianę, przyklejali do niej, obijali o nią, chowali w nią twarz, biegli do niej. W połowie spektaklu miałam wrażenie, że ta ściana, a przede wszystkim jeden punkt po prawej stronie sceny, ma ukryty magnes i ściąga śpiewaków, czasem kilka razy w ciągu minuty... Po co? Dlaczego? Nie wiem.
Wracające jednak do braw. Warto zobaczyć tę operę choćby ze względu na Jeanne-Michèle Charbonnet, która wcieliła się w rolę Elektry. A zrobiła to tak przekonująco, że patrząc na nią, na jej szaleństwo w oczach, od pierwszej sceny przeszył mnie dreszcz.
Dziś "Oresteia". Ruszyła też sprzedaż na karnetów na Erę Nowe Horyzonty. O pierwszych doniesieniach na temat festiwalu już niedługo.
 
12:45, patrycja_wanat
Link Dodaj komentarz »
środa, 24 marca 2010
Warszawskie Spotkania Teatralne
No i zaczęło się: kolejki, nerwy, rozczarowanie stanem portfela i brakiem wolnych wieczorów. A wszystko w imię kultury. Dwa dni temu ruszyła sprzedaż biletów na Warszawskie Spotkania Teatralne - już zdążyłam się sfrustrować, ale walczę dalej. Oczywiście pogodziłam się z faktem, że wszystkich spektakli "zaliczyć" nie sposób, ale do mojej świadomości powoli puka też smutna prawda, że zobaczę tylko mały procent tych, na których bardzo mi zależy. WST to bez wątpienia wyjątkowy festiwal, bo zbiera najlepsze spektakle minionego roku z całej Polski, no i bardzo elitarny. Choćby, a może nawet przede wszystkim, ze względu na ceny. Nie mówię już o rekordziście, czyli bilecie za 280 zł na "Tramwaj" Warlikowskiego, ale i pozostałe zaproszenia do tanich nie należą. A pamiętajmy, że to "festiwal", czyli, z założenia, chciałoby się zobaczyć więcej niż jedną rzecz. Jeśli zamkniemy się nawet w 4-6 spektaklach, to musimy wydać ponad 400 zł... Najgorsze jest to, że wcale się temu nie dziwię - Spotkania to ogromne przedsięwzięcie (baa... sam teatr to ogromne przedsięwzięcie); trzeba przygotować scenografię, sprowadzić aktorów, wynająć sale - to musi kosztować. Ciężko więc kierować do kogokolwiek jakiekolwiek pretensje (może tylko do naszych zarobków, że tak mało zostawiają nam przestrzeni do kulturalnego rozwoju). Z drugiej strony na poświęcenie jesteśmy chyba jednak gotowi - już teraz widać, że biletów na pewno zabraknie. W Instytucie Teatralnym ustawiają się kolejki po te "Tramajowe" i "Biesowe" zaproszenia za grubo ponad sto złotych.
Nie pozostaje mi nic innego, jak czekać na wypłatę - na razie otwieram program festiwalu i przygotowuję się do wieczornej premiery "Elektry" w Teatrze Wielkim Operze Narodowym w reżyserii Willy'ego Deckera. Relacja już niebawem...
12:18, patrycja_wanat
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 15 marca 2010
"Niezasłane łóżka"
Parę ładnych tygodni po premierze, ale jednak: poszłam, widziałam a teraz zastanawiam się, czy było warto. Wskazówka skłania się ku końcowi oznaczonemu "tak", ale po drodze napotyka parę barier. Pierwsza, dość poważna, to moja silna niechęć do naiwnych filmów o młodych i pięknych wchodzących w dorosłość. Druga, również dość poważna, to równie silna niechęć do filmów o romantycznej miłości zagubionej na ulicach Londynu (czy Dublina... do tej pory w najstraszniejszych koszmarach śni mi się "Once"). Na szczęście "Niezasłanym łóżkom" te bariery udało się, nawet jeśli nie obalić, to chociaż ukruszyć na tyle mocno, że wyszłam z kina bez poczucia straconego wieczoru. Wielkie brawa dla Fernando Tielve za autentyczność, radosną naiwność, ufność i otwartość. Równie wielkie brawa dla reżysera, który nie wepchnął tej postaci w szablon, a dał jej pofilmowe życie (do tej pory myślę sobie, że przed Axlem jeszcze wiele rzeczy do odkrycia, zwłaszcza tych siedzących w nim samym). Podobał mi się też pomysł z przedziwnym romansem pozbawionym informacji, nawet tych podstawowych, jak imię czy numer telefonu.
Jednak, niestety, Alexis Dos Santos postanowił zakończyć swoje dzieło wielkim, błyszczącym happy endem - tym samym skazując swój film na miejsce wśród nieznośnie słodkich landrynek. Piękne opakowanie, miła chwila i... tyle. Wracam do życia i, pewnie jak 90 procent osób siedzących ze mną na sali, nie będę jutro pamiętać wiele z tej filmowej kolacji.
23:07, patrycja_wanat
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 09 lutego 2010
"Sanatorium pod klepsydrą" znów w kinach

Zachwycające kolory, wizjonerski rozmach, wspaniałe zdjęcia Witolda Sobocińskiego, no i Jan Nowicki w roli Józefa. Wczoraj wieczorem spędziłam dwie magicznego godziny. Pierwszy raz w życiu na dużym ekranie oglądałam "Sanatorium pod klepsydrą" Wojciecha Jerzego Hasa. Film przeszedł rekonstrukcję cyfrową w ramach projektu Kino RP i dopiero teraz objawia nam w całości swoje piękno. To niezwykle wizualny film; świat stworzony przez Hasa odbieramy przede wszystkim zmysłowo, zatapiamy się w nim jak w realistycznym śnie - zwłaszcza teraz, gdy obraz się nareszcie nie trzęsie, kolory są nasycone, a szczegóły wyraźne.

Rekonstrukcja cyfrowa to nie tylko przeniesienie starych filmów na nośnik cyfrowy - to przede wszystkim czyszczenie ich z wszelkich zabrudzeń, które powstały zarówno przy kopiowaniu, odtwarzaniu ale też składowaniu taśmy. Nad pracą czuwają zwykle sami twórcy zdjęć (np. rekonstrukcji "Sanatorium" szefował Witold Sobociński). To niezwykle żmudne zajęcie - czyszczenie każdej klatki, poprawianie kolorów i światła trwa wiele miesięcy. Do tej pory mogliśmy oglądać zrekonstruowany „Popiół i Diament”, „Austerię” i „Pociąg”. Premiera kolejnych tytułów – w każdy drugi poniedziałek lub wtorek miesiąca w kinach Silver Screen i Multikino. Za miesiąc, 8 marca, zobaczymy „Matkę Joannę od Aniołów”.


O "Sanatorium pod klepsydrą" rozmawiałam z autorem zdjęć do tego filmu prof. Witoldem Sobociński:

PW: Co zobaczymy w kinie? 

To, co kiedyś chciałem zrobić, ale nie mogłem, bo nie pozwalała na to technika. Teraz mogę  te  obrazy poprawić, wyczyścić, upiększyć, nasycić kolory, albo je odjąć. Oczywiście w ramach rozsądku. Teraz z tego ekranu emanuje coś, co wcześniej nie mogło . Tajemnica tego procesu leży w niemal mnisiej pracy - retuszuje się każdą klatkę, każdy kadr. I co ważne - teraz można zachować na wieczność te wszystkie filmy, które miały znaczenie artystyczne. Dzięki cyfryzacji one się nie zestarzeją, nie zepsują, nie zjedzą ich myszy. Można też zrobić wiele kopii. 
 

PW: Postęp techniczny ratuje od zapomnienia. Ale czy z drugiej strony, podczas realizacji filmu, technika nie psuje sztuki operatorskiej? Jeśli coś nam nie wyjdzie, możemy to zawsze poprawić w komputerze. Czasem nawet całe ujęcia powstają w świecie wirtualnym. 

Ale i tak dobrze będą  pracowali tylko ci, którzy mają talent. Technika im na pewno nie przeszkodzi. Choć sposób pracy oczywiście się zmienia. Dawniej nie było żadnych magicznych guzików, dawało się z siebie absolutnie wszystko i uruchamiało wyobraźnię. Kręciliśmy tak jak nam wskazywała nasza wiedza o języku filmowym, nasza wrażliwość i serce. Nie można było na planie nic podejrzeć, a potem z drżeniem dwa tygodnie czekaliśmy na kopię z laboratorium. Kiedy przychodziła człowiek był albo zachwycony albo płakał, bo okazało się, że był to knot. Teraz można wszystko kontrolować już w czasie zdjęć - można wybrać najlepsze ujęcie, można nawet skonsultować to z innymi.

11:19, patrycja_wanat
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 26 marca 2009
ENTER obchodzi Dzień Teatru

Już jutro, w piątek, 27 marca, niezależne teatry warszawskie, czyli "porozumienie enter" organizuje Międzynarodowy Dzień Teatru. Jednego dnia będzie można obejrzeć pięć przedstawień w siedzibie Teatru Wytwórnia.

Zaprezentowane zostaną wybrane przedstawienia teatrów Enter:
-„To nie jest kraj dla wielkich ludzi” Michała Walczaka /Teatr Montownia/
-„Dialogi Penisa” w reżyserii Sylwestra Biragi /Teatr Druga Strefa/
-„Pacjent” w reżyserii Adama Sajnuka /Teatr Konsekwentny/
-„Polowanie na szczury” w reżyserii Thomasa Harzema /Teatr Wytwórnia/
-„Patty Diphusa” w reżyserii Marty Ogrodzińskiej /Teatr Polonia/

Po strawie duchowej dla najbardziej wytrwałych spotkanie z artystami i wspólne świętowanie w kawiarni ”Casablanka” na terenie Wytwórni.

Dokładne godziny spektakli na stronie teatru Wytwórnia oraz na stronie entera. Bilety na wszystkie przedstawienia w promocyjnej cenie 15 pln.

Rafał Rutkowski, „To nie jest kraj dla wielkich ludzi” Michała Walczaka

przypominamy adres: Teatr Wytwórnia ul. Ząbkowska 27/31 /wejście od ul Markowskiej/

16:38, patrycja_wanat
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 02 marca 2009
Modnie
Lepiej późno niż później, więc kilka słów o audycji sprzed tygodnia (21.II) i jej gościach.

Trochę z powodu modowo-(foto)graficzno-muzycznej imprezy magazynu Hiro, a trochę bo czemu nie rozmawialiśmy o modzie: czy na ulicach jest ciekawiej niż kilka lat temu, jak to jest być projektantem mody i nie nazywać się Ewa Minge oraz dlaczego na niektórych imprezach ludzie patrzą sobie na buty. Moimi gośćmi były projektantki Ewa Morka (za chwilę jej wielki comeback - suknie&what not) i Martyna Czerwińska (stoi za pracownio-galerio-imprezownią Mysikrólik), Robert Serek, właściciel sieci (bo trzy to już chyba sieć) sklepów z modą miejską, i Jagna Jaworowska - szerzej znana jako Banana.

Wszyscy wyglądali oszałamiająco, a różowe sneakersy Serka zdecydowanie marnowały się w radiu. A że była to ostatnia sobota karnawału, do tańca przygrywał nam Zach Condon (czyli Beirut), i to w dwóch wydaniach: z meksykańskimi orkiestrami dętymi...



...i jako twórca lekko plastikowego synthpopu.



Aha, i jeszcze The Bad Plus - w absolutnie genialnych wersjach Lithium Nirvany i How Deep Is Your Love Bee Geesów.
01:17, kamil.g
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 23 lutego 2009
Mikołaj Ziółkowski w radiu TOK FM

14 lutego przyszedł do nas Mikołaj Ziółkowski. Rozmawialiśmy o letnich festiwalach organizowanych przez Alter Art: Open'erze, Selectorze i Coke Live Music Festival. 

 

Pytałam Mikołaja, jaka jest recepta na festiwalowy sukces, bo po zeszłorocznym Orange Warsaw Festival wyraźnie widać, że nie każdemu to wychodzi...

I jeszcze ścieżka dźwiękowa z programu:

Gossip "Listen up!"

Fischerspooner "Never Win"

Kings of Leon "Sex On Fire"

New Young Pony Club "Ice Cream"

12:19, patrycja_wanat
Link Dodaj komentarz »
środa, 11 lutego 2009
TR Warszawa

WYSTAWA, 16 lutego (poniedziałek), g. 19, wstęp wolny
TR Warszawa, ul. Marszałkowska 8

Wojtek Ziemilski
instalacja wideo AKTORZY
część pierwsza: REKONESANS

Aktorzy: Janusz Chabior, Jan Dravnel, Roma Gąsiorowska, Aleksandra Konieczna, Magdalena Kuta, Cezary Kosiński, Eryk Lubos, Lech Łotocki, Rafał Maćkowiak, Sebastian Pawlak, Agnieszka Podsiadlik, Tomasz Tyndyk, Katarzyna Warnke
Operatorzy: Mateusz Wajda, Paweł Ziemilski

reconnaissance. czyli: odnalezienie się. czyli: uznanie. ktoś uznaje kogoś innego. ktoś jest uznany. czyli: rozpoznanie. ty jesteś (tym) kimś. to jest (tym) czymś. czyli: ponowne poznanie. poznanie czegoś, co już się znało. paradoks elektry: elektra wie, i nie wie, że to jej brat przed nią stoi.

rekonesans. sprawdzanie. jak daleko. dokąd można dojść. dokąd trzeba dojść, żeby. gdzie są granice. kiedy wpadam już w coś innego. i czym, kim jest to inne.

podoba mi się, że tak mało o nich wiem.
podoba mi się, że pozostają aktorami.
i że nie są aktorami inaczej, niż wszyscy pozostali.
podoba mi się, co potrafią, przez to, że tak ich nazwaliśmy: aktorzy.
Wojtek Ziemilski

Wojtek Ziemilski – artysta wizualny, reżyser teatralny. Przez dłuższy czas mieszkał w Portugalii, gdzie przygotował m.in. spektakl multimedialny Hamlet Light, znakomicie przyjęty przez krytyków. Autor bloga o sztuce nowoczesnej: http://new-art.blogspot.com

Projekt zrealizowany w ramach Programu Operacyjnego „Rozwój infrastruktury kultury i szkolnictwa artystycznego" Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

16:23, patrycja_wanat
Link Dodaj komentarz »
środa, 04 lutego 2009
Prześpij się z tym! Czyli walentynki inaczej

Nowy Teatr Krzysztofa Warlikowskiego postanowił zorganizować demistyfikujący wieczór Walentynkowy.

Zainteresowani będą mogli wziąć udział w Speed Datingu - formule popularnej w tej chwili już na całym świecie, mającej na celu poznanie ze sobą w krótkim czasie jak największej ilości osób, które następnie zostaną umówione przez organizatorów na randki według wypełnionych przez siebie ankiet. Nasz projekt będzie zorganizowany w osobnych grupach hetero i homoseksualnych.

Na koniec wieczoru planujemy także pierwsze w Polsce „silent disco”. Tańczący mają w uszach słuchawki, w których słyszą tę sama muzykę Dj-a, ale w sali tanecznej panuje całkowita cisza.

14 lutego, Puławska 37, godz. 20.00

Wstęp: 5 zł

Uczestnicy Speed Datingu: 25 zł

Zgłoszenia do Speed Dating: speeddating@nowyteatr.org

11:43, patrycja_wanat
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4